I znowuż pociągnę temat Jurka O. A to z tej okazji, że rozpoczął się spęd zwierząt (często mocno udomowionych, acz natenczas wypuszczonych samopas w dziczyznę), pod ową bardzo nieoryginalną nazwą (przystanek – to od serialu "Przystanek Alaska", a Woodstock – to wiadomo). I być może to ostatni taki festiwal, więc wypada coś napisać.

       Żeby nie było – nie mam nic do tej zbieraniny szalejącej w stadzie liczącym setki tysięcy cieląt głównie i jałówek. Atmosfera podobno w pytę (sam tam nigdy nie byłem – nawet jak się toto zaczynało pod moim progiem – w Żarnowcu). Jest fest za darmo, można się zabawić przez te parę dni bez nadzoru – srał pies! Bawcie się, jak możecie!

     Chodzi mi o osobę owego Jurka, regularnie to organizującego.

      I nie będę się czepiał niedociągnięć finansowych z WOŚP, które to kwestie opracowali już inni fachowcy (Matka Kurka, który nawet wygrał proces z owym Jureczkiem). Acz owe kwestie łączą się bezpośrednio ze środkami na produkcję owego wydarzenia…

     Więc:

  •     Kolegę Owsika, niebezpotstawnie, obwinia się o wykończenie (do spółki z Wojewódzkim) prawdziwej legendy, wręcz mitu festiwalowego – czyli Jarocina. Co prawda festival ów się odrodził, ale to już nie to…
  • A przyszło mu to łatwo, bo zyskał bezcenny wówczas czas antenowy w totalnie odbieranej, jedynej televizji – tak, tak, nie było wtedy kablówki i internetu!
  • Czym też skanalizował potężny, punkowy ruch buntowniczy i uczynił z niego jakąś popierdółkę posthippisowską, ku radości układu zamkniętego – parę pokoleń i mamy pizdy zamiast bojowników. No plan się udał nad wyraz!
  • Więc do dziś, a właściwie wczoraj, tak odzierając to z rockowej otoczki, to nic więcej jak jakieś Opole czy inny Sopot, tylko że zamiast Rodowicz, Krawczyka i Bajmu, mamy coś mocniejszego. Acz pomieszanie stylów jest tak mocne, że idzie się porzygać i nie zdziwiłbym się obecnością owych chałturników klasy pierwszej, na tymże Przystanku (PKSu koło GSu?).
  • Ja wiem, że Polska to biedny kraj, ale być na fachowym, dobrze zorganizowanym festiwalu, za opłatą (tu jest akurat tylko taki jeden – Opener) i doznawać wrażeń muzycznych (po to się głównie jeździ na festiwale!), a taplać się w błocku, chlać, ćpać i rypać – za to za darmo i przy dźwiękach orkiestry strażackiej, to jednak różnica, jak między Pelplinem, a Nowym Jorkiem.
  • Ale wkurwiła mnie ostatecznie, ostatnimi laty uruchomiona tamże kwestia zapraszania polityków, dziennikarzy subiektywnych i innych medialnych kurew, pod pozorem dyskusji panelowych (?!). Toż to w tym momencie w grobach powykręcały się całe stada hippisów, punków, metalowców i całej reszty rockowej czeredy!
  • Lecz czemu się dziwić, skoro pan Owsik, jak cała reszta postpeerelowskiej, medialnej, warszafskiej śmietanki, jest zanurzony w politykę, niczym knur w koryto?

          Tym sposobem z potencjalnego zarzewia młodzieżowego pożaru uczyniono lekko strawną, mdłą, acz głośno bulgoczącą papkę.

 

           

        

783 odsłon(a), 1 odsłon(a) dziś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kategorie
Użytkownicy na stronie
Aktualnie online: 1
Stronę odwiedziło
000000
Dzisiaj :
Wczoraj :
W tym miesiącu :
Obecnie online :
Twoje IP: 3.238.96.184
Kontakt
Your name
Your email
Enter your message
Enter below security code